Smutnych świąt Polacy!

Piotr "Procent" Łopaciński

Zbliżają się święta, ale nie o nich będzie ten tekst. Chciałbym nawiązać do dnia 11.11, to przeszło miesiąc temu, ale kwestia którą chcę poruszyć ma bardziej charakter uniwersalny. Zresztą, przypomniałem sobie o niej 13.12, z okazji innej rocznicy. W czym wiec rzecz?

Z racji mojej służby w ZHP, pozwoliłem sobie w Dzień Niepodległości wykorzystać moich podopiecznych do przeprowadzenia ankiety, w centrum Wrocławia, zaraz obok głównych obchodów na Rynku, wśród przechodniów. Pytania ułożyłem skrajne pod względem poziomu trudności (jak dla przeciętnego człowieka). Tak więc na jednym biegunie mamy zapytanie o akt 5 listopada, ale na drugim o osobę Józefa Piłsudskiego. Zawsze ceniłem sobie w ludziach zdolność do improwizacji, jednakże wielce zaskoczyła mnie odpowiedź jednego pana, który nie potrafiąc powiedzieć „kim był Józef Piłsudski?” rzekł „Przepraszam, ja nie z Wrocławia”. Sytuacja zabawna, ale zatrważające jest to, iż w sumie bardzo wiele osób nie potrafiło się wypowiedzieć na temat tak rudymentarnych postaci, czy wydarzeń dla tamtego okresu. Oczywiście pada pytanie. Dlaczego?
Pierwszą oczywistą odpowiedzią może być –system edukacji. Najłatwiej cała odpowiedzialność zrzucić na aspekty formalne oraz na państwo. Oczywiście, budować postawę obywatelską i patriotyczną w oparciu o świadomość historyczną, w wyniku edukacji szkolnej jest trudno i na pewno daleko naszemu systemowi doskonałości. Ale ja bym skłonił się ku innej tezie – nie potrafimy obchodzić świat, ważnych rocznic itp. Ktoś podważy to twierdzenie mówiąc, iż nie ma to tak wielkiego wpływu na kształtowanie się naszego obywatelskiego „ja”. Ale o tym za chwilę.

Za przykład wezmę chociażby właśnie Dzień Niepodległości. Jaka jest idealna pogoda do obchodzenia takiego dnia? Oczywiście pochmurna i deszczowa. Główne obchody są oczywiście poważne i podniosłe, co zrozumiałe, ale jednocześnie mam nieodparte wrażenie, ze więcej w nich wymuszonego smutku i udawanej zadumy, aniżeli dumy. Podczas tego święta wspomina się raczej to, co działo się przed odzyskaniem niepodległości, a nie po 11.11.1918 roku. Mówi się o heroicznej walce o wolną Polskę, przez 123 lata, o nieudanych powstaniach itp. Zamiast wyraźnie stwierdzić, że te 123 w efekcie nie były walką o wolny kraj, ale o przetrwanie tradycji narodowych. Nie mówi się, że fiaskiem zakończyły się wszelkie próby odzyskania niepodległości, ale wszystkim sam ten wniosek się nasuwa. Ale nie mówi się o tym (i zapewne rożnie intuicyjnie nie myśli) o całym szeregu działań ratujących nasz naród w sensie etnicznym a nie politycznym. Walka o język, o kulturę, to było wyznacznikiem tych 123 lat. Tak wiec skupiamy się przy okazji tego święta na wydarzeniach oczywiście kulminacyjnych, ale nieszczęśliwych i nieudanych. Zaraz ktoś mi zarzuci, ze przecież powstania miały też swoje dobre strony. Oczywiście, w każdym podręczniku historii przeczytamy bilans każdego z powstań, bilans zysków i strat. Ale zyski zawsze były zawsze niewspółmierne do tego co traciliśmy. Wielka Emigracja, represje wobec ludności, odbieranie kolejnych elementów autonomii itp.

Tak podchodząc do sprawy oczywiście możemy tylko oddawać hołd bohaterom, w atmosferze powagi i zadumy. Taki sam charakter maja oficjalne przemówienia, podczas których wypada tylko ściągnąć czapkę i pochylić głowę, najlepiej jeszcze uronić małą łzę i przeżyć przynajmniej chwilę umartwienia. W tym momencie zapewne wiele osób już się oburzyło na bezczelny, prześmiewczy ton wypowiedzi. Tacy, lepiej niech nie czytają tego tekstu dalej, bo za kontrprzykład podam złe, krwiożercze, imperialistyczne mocarstwo jakim jest USA!

Czym różnią się nasze święta od Amerykańskich? Tym, że Amerykanie świętują wszystko radośnie. Weźmy właśnie chociażby ich Dzień Niepodległości. Fakt, maja o tyle więcej szczęścia, że proklamowali niepodległość w lecie i chociażby cieplejsze dni sprzyjają lepszemu nastawieniu do świętowania. Ale odkładając żarty na bok, to Amerykanie żywo przeżywają święto 4 lipca. Prócz wymiaru symbolicznego ma ono też wymiar namacalny, jak chociażby pokazy sztucznych ogni i liczne imprezy, na których ludzie się po prostu bawią. We wszelkich przemówieniach decydenci fakt faktem wspominają tych, którzy o niezależność USA walczyli, jednakże jest to dla nich jedynie punkt wyjścia do dalszych kwestii, a nie cel sam w sobie. Tak wiec przede wszystkim dzieci, od najmłodszych lat wspominają pozytywnie to święto i co roku, wynoszą z niego parę informacji o swoim kraju, na zasadzie symboli, skojarzeń itp.

A z czym takie obchody kojarzą się w Polsce? Właśnie z deszczem, z szeregami żołnierzy stojących na baczność, ze zmianą warty pod Grobem Nieznanego Żołnierza itp. A gdzie coś atrakcyjnego? Coś, by to święto razem, mogli przeżywać mieszkańcy Warszawy, Gdańska, Poznania, Krakowa? Ale wszystko zmierza ku lepszemu, bo ostatnie obchody we Wrocławiu były rzeczywiście bardzo pozytywne, wesołe, z pompą. Parady (razem z „Józefem Piłsudskim”), konkursy, prezentacje, wystawy. Centrum miasta rzeczywiście żyło tylko tym.
I odwołam się tu jeszcze do jednego argumentu. Tak często zdarza nam się narzekać, ze przejmujemy tradycje i  święta z zachodu, np. walentynki, Halloween . Ja jako obyczajowy i kulturowy konserwatysta tez jestem temu przeciwny, a przynajmniej nie w tak bezpośredniej i tak kopiowanej wręcz formie. Zwróćmy natomiast uwagę na jedną rzecz, przejmujemy te święta, te okazje, które są ciekawie bądź wesoło obchodzone, które albo pozytywnie się kojarzą, albo pozwalają naprawdę dać wyraz własnemu świętowaniu. To najlepszy przykład na to, ze czas w końcu zmienić przyzwyczajenia i sprawić by święta patriotyczne nie były tylko dla patriotów, bo tylko oni są w stanie wytrzymać ich obchody nie nudząc się bądź nie marznąc.

Tak więc, tym razem bardzo dosłownie i namacalnie, życzę wszystkim wesołych świąt… wszystkich :).


Zostaw odpowiedź

Preview: