Wojsko Polskie – nadmiar profesjonalistów?

Piotr "Procent" Łopaciński

Tytuł tego wpisu to oczywiście modyfikacja znanego hasła rekrutacyjnego WP – czas profesjonalistów. Trudno sobie jednak wyobrazić nadmiar kadry wykwalifikowanej i zdawałoby się, że im jest jej więcej, tym lepiej. W tym wypadku jednak jest zupełnie inaczej. W czym problem?

Jak można przeczytać w artykule Grzegorza Kwaśniaka „Polska armia nie istnieje”, w „Rzeczypospolitej” „na oficjalnej stronie internetowej MON udało mi się zaleźć informację, że stan ewidencyjny żołnierzy w Siłach Zbrojnych RP na 30 września 2009 r. wynosi 95 360, z czego
139 osób to generałowie;
22670 – oficerowie;
41 850 – podoficerowie,
28 200 – szeregowi (zawodowi i nadterminowi),

Jakiż z tego wniosek? Autor obliczył proporcje, a wynika z nich, iż na jednego szeregowego przypada 1,23 oficera, a biorąc pod uwagę także podoficerów, jako kadrę dowódczą, proporcja ta wynosi 1:0,43. Tak więc mamy właściwie 2x więcej kadry aniżeli szeregowych itp. A proporcja ta powinna być nie tylko z goła odwrotna, ale także parokrotnie odwrotnie wyższa. To tak jakby w jakiejś firmie/ urzędzie, na każdego pracownika przypadałoby dwóch kierowników działów/departamentów itd!

Dlaczego doszło do takiego stanu rzeczy? Ja bym obstawiał na dwie główne przyczyny, a właściwie jedną, z której wybija się druga, bardzo konkretna. Przede wszystkim jest to bardzo szybki proces profesjonalizacji naszej armii. Większość specjalistów podkreślała, iż jest to decyzja na lata i nie można jej wykonania jakkolwiek przyśpieszać, jeśli ma być wykonana dobrze. Pierwsze skojarzenie, jakie przyszło mi w tym momencie do głowy jest głupie, może dość naciągane, ale spontaniczne, a mianowicie sławny „Titanic” też płynął o wiele szybciej, a przez to z pominięciem wielu zasad, procedur itp. (w tym bezpieczeństwa), by do celu dotrzeć w rekordowym czasie i by przez to zareklamować się świetnie. Niestety, głównie przez takie decyzje kapitana i paru innych osób, wpłynął na górę lodową i nigdy nie osiągnął swego miejsca przeznaczenia. Nie chcę tak źle życzyć naszej armii, z którą jestem bardzo silnie związany emocjonalnie, ale jak na razie jest gorzej niż lepiej. A i w tym przypadku analogie do „Titanica” są zauważalne, bo i w tym przypadku szybka modernizacja armii miała być argumentem w walce wyborczej ekipy rządzącej… ale cóż, nie zapuszczajmy się w politykę, to jednak niebezpieczny rejon.

Drugim powodem, wynikającym z pierwszego bezpośrednio wręcz są ciągłe zmiany w koncepcji naszej zawodowej armii i niemożność szybkiego dostosowania struktur do tego. Z założenia nasza armia miała liczyć około 130 000 żołnierzy (a były i projekty na 150 000). Potem zmieniono tą liczbę na 100 000, ale zaczęto już w tym czasie rekrutować oficerów na potrzeby 130 000 armii. Wiadomo, że charakterystyką szkolnictwa wojskowego jest to, że przyjmuje się  do takich szkół (takich, po której absolwent jest zobowiązany kontraktem do służby w wojsku) określony kontyngent osób, potrzebny armii, dlatego, że każdy po takiej szkole ma zapewnioną pracę w siłach zbrojnych. Tą informacje uzyskałem od znajomego, który „w firmie” siedzi, wiec właściwie z pierwszej ręki, ale na ile jest pewna to nie wiem.

Warto ponadto stwierdzić, iż jeszcze przed kryzysem (który niestety dotknął również MON, ciecia na poziomie 6 mld złotych) mówiono, że pieniędzy starczy na kompleksowe wyposażenie 70 000 armii. W obecnym stanie sytuacja wydaje się naprawdę ciężka. Teraz rzeczywiście nastaje czas profesjonalistów, bo tylko oni mogą uratować sytuacje, pytanie co na to „specjaliści” ze Sztabu Generalnego… miejmy nadzieję, że do SG, szybko z zewnątrz dostaną się specjaliści od kruszenia betonu.


Komentarzy: 4 do wpisu “Wojsko Polskie – nadmiar profesjonalistów?”

Zostaw odpowiedź

Preview: