Czranobyl Tour – część III (Elektrownia i miasto Czarnobyl)

Piotr "Procent" Łopaciński

Kolejny przystanek po mieście – widmie, to elektrownia, która widmem nie jest.
Wręcz przeciwnie, zakładając, że człowiek nie znający zupełnie historii tego miejsca, znalazłby się nagle pod płotem tej siłowni, to założę się, ze nie domyśliłby się, iż w ogóle zakład ten już nie działa. Jedynym, co wskazuje na to, iż jednak coś tu się stało, to 2 pomniki, po dwóch stronach elektrowni. Jeden, pod samym blokiem nr 4, traktujący o sile energii atomowej, a kolejny upamiętniający pierwsze ofiary katastrofy – pomnik Prometeusza.

W elektrowni Czarnobyl nadal pracuje paręset osób, budynki administracyjne są remontowane i odnawiane, świadczą o tym chociażby plastikowe okna i klimatyzatory. Obecni pracownicy zajmują się głównie kwestią całkowitego zamknięcia elektrowni oraz pracami zdążającymi do rozpoczęcia budowy kolejnego sarkofagu.
Ponadto działają tam naukowcy stale badający skutki katastrofy. Nie wszyscy wiedzą, że elektrownia jako taka działała do 2000 roku, kiedy zamknięto ostatni reaktor (poprzednie w latach 1996 oraz 1999). Na pewno niektórzy złapią się za głowę i stwierdzą jak to możliwe, ze po takiej katastrofie tam nadal wszystko pracowało? Cóż, trzeba pomyśleć o tym, że elektrownia ta zapewniała 10% pokrycia w energie Ukrainy, z dnia na dzień nie da się przenieść takiego obciążenia na resztę obiektów w kraju.

Sam sarkofag robi wrażenie.  Jest to potężna konstrukcja, nadszarpnięta mocno przez ząb czasu. Obiekt tysięcy fotografii widzianych przed wyjazdem, w końcu objawia się w pełnej okazałości, tuż przed nami.
Zaledwie o może 100m od nas dalej dopala się paliwo jądrowe, dalej wyzwala reakcje i promieniowanie. Rejestrujemy jego prawie 500 – krotny wzrost.  Niestety, pod reaktorem spędzamy jedynie parę minut, oficjalnie dlatego, że poziom promieniowania jest wysoki, ale chodzi także o zwykły brak czasu, na zobaczenie przynajmniej części ciekawych rzeczy w strefie. Pisze „niestety”, gdyż chciałoby się w tym miejscu zostać dłużej, ono niejako hipnotyzuje, samo w sobie jest pomnikiem, jednocześnie potężne, magiczne, przerażające, smutne. Nie da się tego jakkolwiek oddać w słowach, stojąc tam, patrzyłem na sarkofag… i nie mogłem się napatrzeć, zupełnie nowe doznanie, które ciężko określić.

Następnie przejechaliśmy na drugą stronę elektrowni pod kolejny pomnik. Był to właściwie cały skwer poświecony ofiarom katastrofy. Największym elementem był symboliczny monument Prometeusza wysokości paru metrów, drugą częścią była ściana pełna tablic z nazwiskami ofiar.
Już z tego miejsca widać było, po drugiej stronie kanału wodnego, niedokończoną, potężną budowę, konstrukcje o wiele większe (a na pewno wyższe) od dotychczas powstałych budynków elektrowni. Przewodnik o nie zapytany, wyjaśnił iż są to bloki 5 i 6, nigdy nie ukończone. Ich uruchomienie, uczyniłoby z tej siłowni, największy tego typu obiekt na świecie. Szczerze mówiąc, to ta niedokończona inwestycja, opuszczona, samotna, niejako na wyspie zrobiła na nas ogromne wrażenie. Nad całą konstrukcją stoją jeszcze żurawie budowlane…

Potem naszedł czas na obiad. Zjedliśmy go w zakładowej stołówce, która była niesamowicie schludna, czysta i przyjemna. Przed wejściem na nią musieliśmy skorzystać z tzw. „Wagi”, która mierzy poziom napromieniowania człowieka. Wszyscy przez kontrole przeszli pomyślnie.
Następnie wizyta w toalecie, gdzie za papier toaletowy służyły druki pomiaru promieniowania… osobliwe.
Sam posiłek składał się z przystawki z jajek gotowanych, z majonezem, zestawu surówek, zupy, gotowanego mięsa, ryżu, zasmażanej kapusty, kompotu oraz jogurtu naturalnego. Nad wyraz smaczny i syty obiad, co prawda w cenie wycieczki, natomiast jak się dowiedzieliśmy, jego koszt to… 2$.

Następnie przejazd do Czarnobyla. Jedynego, oficjalnie żyjącego miasta w strefie.
Można w nim zobaczyć, obok typowych wschodnich samochodów, także nowe, zachodnie konstrukcje, ja chociażby dojrzałem paruletniego Opla Vectre. Działa tutaj również jedyne lądowisko dla śmigłowców, gdzie zobaczyliśmy dwa Mi-2. Zwiedzanie miasta rozpoczęliśmy od wizyty pod kolejnym pomnikiem. Znajduje się on tuż przy  jednostce straży pożarnej, która pierwsza walczyła z wybuchem reaktora. Sam pomnik jest ciekawy, prócz centralnego monumentu, z obu stron otaczają go postacie strażaków, które są nad wyraz dużych rozmiarów.
Kolejny punkt to sklep – jedyny działający w mieście. Typowy mały sklepik wielobranżowy, ze wszystkim: art. Spożywcze, alkohol, chemia gospodarcza itp. Co ciekawe sprzedawczyni wyliczała wszystko… na liczydle. Dość kuriozalnie wyglądało ono w sąsiedztwie terminalu kart płatniczych. Po zakupach wizyta na lokalnym boisku sportowym, na którym obecnie ustawiono parę pojazdów biorących udział w operacji, jako ekspozycje. Oczywiście podchodzić do nich nie można. Jako przedostatni odwiedziliśmy czynny port rzeczny, oraz znajdujące się w jego sąsiedztwie złomowisko barek, napromieniowanych w wyniku pomocy w akcji w ’86. To również smutne, przerażające i skłaniające do refleksji obrazy ton stali, częściowo zatopionych i opuszczonych, jedyny w swoim rodzaju port statków – widmo.
Ostatnim punktem wyprawy była tablica miejscowości, przy wjeździe do miasta i pamiątkowe zdjęcia pod nią.

Czas na drogę powrotną do Kijowa, wszyscy są zmęczeni, wyjeżdżając ze strefy ostatnia kontrola, kolejna „waga” do zaliczenia, zamyka się za nami szlaban, opuszczamy Zonę.
Ja bardzo tego żałuje, było o wiele za krótko.
To co teraz powiem zapewne wyda się szalone, ale strefa to cudowne miejsce. Cudowne do przemyśleń, refleksji, do wejścia w zupełnie inny, mentalny wymiar. Bo podróż po niej jest tak samo fizyczna, jak i mentalna.
Polecam ją każdemu, to jedyne takie miejsce na świecie i jedyna taka szansa w życiu.

Więcej zdjęć na: www.deathsquad.pl


Jeden komentarz do wpisu “Czranobyl Tour – część III (Elektrownia i miasto Czarnobyl)”

Zostaw odpowiedź

Preview: