Czarnobyl Tour – część II (Prypeć)

Piotr "Procent" Łopaciński

Świat za granicą Zony nie wygląda inaczej, jak cała Ukraina, to wielkie połacie lasów i łąk dozymetr też nie wykazuje jakiegokolwiek wzrost promieniowania ponad normę..
Ale dziesiątki obejrzanych filmów, setki zdjęć, książki, artykuły, gry… wszystko to sprawia, że będąc w strefie czuje się inaczej.
Wszystko wydaje się jeszcze bardziej puste, wyjątkowe przerażające, człowiek nakręca sobie odpowiedni klimat. Do czasu, bo zaczynają się pierwsze zabudowania.
Właściwie ciężko je zauważyć, domy stojące nawet kilka metrów od drogi są już bardzo gęsto zarośnięte roślinnością, to pierwsze co tak uderza. Z racji tego, iż będąc airsoftowcem bardzo często albo strzela się na opuszczonych obiektach albo po prostu zwraca się na nie uwagę podczas podróży, od razu widać, że flora rozwija się na terenie Zony niezwykle szybko, zresztą utworzono tam rezerwat przyrody, gdyż bez ingerencji człowieka odtworzył się tam w błyskawicznym tempie ekosystem właściwy właśnie terenom bezludnym, przede wszystkim pojawiły się rzadkie gatunki zwierząt.

Dojeżdżamy do Czarnobyla (18 km od elektrowni), to najludniejsze miejsce w Zonie i jedyna żyjąca miejscowość (jedynie pojedyncze, nieliczne gospodarstwa w innych częściach strefy są zamieszkałe). Przed wjazdem kolejny checkpoint.
Miasto ma kilkusetletnią tradycje, jest w nim chociażby zabytkowa cerkiew. Przed katastrofą mieszkało w nim ponad 18 000 ludzi obecnie tylko paruset, czasowo, na przepustki, to praktycznie wyłącznie załoga obsługująca zamkniecie elektrowni. Wrócimy tu jeszcze w drodze powrotnej.

Jedziemy dalej w kierunku elektrowni i Prypeci. Jeszcze jeden punkt kontroli. Za nim natrafiamy na dziwne miejsce. Nagle w autobusie odzywają się sygnały alarmowe, większość osób nie wie co się dzieje, my już wiemy. Włączyły się sygnały ostrzegawcze w dozymetrach, informujące o przekroczeniu danego progu promieniowania. Nagle jego poziom wzrósł stokrotnie. Rozglądamy się wokół, by wykryć jakaś anomalię tego miejsca, za oknami autokaru ukazuje nam się po raz pierwszy widok czarnobylskiej siłowni…

Dojeżdżamy do rogatek Prypeci, ostatni punkt kontroli, wjeżdżamy do miasta, kierujemy się na główny plac.
Po przejechaniu ponad 1200 km od Wrocławia, jesteśmy u celu swojej podróży. Pierwsze co uderza, w porównaniu do zdjęć opuszczonego miasta z sieci, to znowu roślinność. Wszyscy mamy wrażenie, że na zdjęciach, robionych jeszcze rok czy dwa temu drzew i krzewów było mniej.
Na samym początku powiem że miasto nie wywołało na mnie takiego wrażenia jak myślałem. Upatruje dwóch przyczyn takiego stanu rzeczy.
Po pierwsze fotki i filmy, które się widziało. Właściwie odtwarzało się z pamięci już to, co się widziało wcześniej.
Nic nowego się nie zobaczyło, ponadto to, co można zobaczyć w sieci. Ale to jeszcze nic, bo drugim powodem, było obcowanie z podobnymi obiektami, ale oczywiście w mniejszej skali, w Polsce.
Od razu przyszło mi na myśl Kłomino czy Pstrąże, miejscowości liczące jedynie kilka tysięcy mieszkańców, ale także opustoszałe jako „miasta-widma”. Przez stopień zarośnięcia ciężko zdać sobie sprawę z wielkości tego miasta, mieszkało tu ponad 50 tysięcy ludzi ( to np. o 20 tysięcy więcej niż w Oleśnicy czy Oławie !).
Oglądając filmy i zdjęcia z okresu świetności tego miejsca, bardzo ciężko jest wyobrazić sobie, ze mogło to tak wyglądać. Szerokie ulice, klomby kwiatowe przy nich, równo koszone trawniki, a przede wszystkim gwar takiego miasta, przeciw tej ciszy i pustce obecnie.

Prypeć jak na standardy ZSRR była nowoczesna i wręcz luksusowa, a na pewno żyło się tu ludziom ponad średni poziom całego związku, czy nawet jego bogatszych części. Miasto zbudowano od podstaw, poczynając od 1970 roku, tak więc specjaliści od urbanistyki mogli się wykazać projektując od podstaw całe miasto. A obiektów użyteczności publicznej jest co rusz całą masa. O nowości i relatywnym luksusie, jak na tamte warunki i czasy, świadczy chociażby fakt, że zaraz obok szkoły stał basen, a w kompleksie basenowym była praktycznie pełnowymiarowa sala gimnastyczna. Paręnaście metrów dalej, w rzeczonej szkole również była sala gimnastyczna. Dwa takie obiekty obok siebie? To w Polsce, jeszcze w połowie lat ’90 w niektórych podstawówkach wielkich miast sal gimnastycznych brakowało.
Przypominają mi się w tym momencie hasła budowy idealnego miasta socjalistycznego, które były sztandarowymi sentencjami w czasie budowy Nowej Huty. Jaka była reakcja ludzi na tamto wielkie przedsięwzięcie – wiadomo, wątpię natomiast, by w Prypeci ktoś miał na coś narzekać (chociaż jak na Nowej Hucie w planach kościoła nie było, tak i w Prypeci nie znajduje się żaden obiekt sakralny).

Prypeć znana jest jako miasto, które w ciągu jednego dnia zostało opuszczone, gdzie ludzie zostawili cały swój dobytek i nigdy po niego nie wrócili. Szczerze wątpię, czy nawet po paru latach byłoby po co wracać. Większość mieszkań to już obecnie gołe ściany, w różnych obiektach publicznych też za wiele się nie ostało. Są to raczej pojedyncze miejsca, w których ma się wrażenie, że skumulowano różne przedmioty, niejako specjalnie stworzone stanowiska z ekspozycją.
Miasto jest totalnie splądrowane oraz zdewastowane. Nie ma co liczyć, ze zobaczy się „pokój takim, jak go zostawiono w ‘86”. Tym bardziej przerażające jest właśnie to, iż tak piękne (w opinii wielu) miasto uległo takiej degradacji.

W większości miasta poziom promieniowania jest co najwyżej 2x wyższy niż chociażby w Krakowie. Mocno napromieniowane są pojedyncze rejony, miejsca, jak chociażby mech na dachu przedszkola, gdzie odnotowaliśmy poziom 800x większy od normalnego, w Polsce.
W Prypeci przebywamy tylko nieco ponad 2h. To bardzo mało czasu, ale Zona dla turystów otwarta jest w ściśle wyznaczonych godzinach, więc żeby zobaczyć jej chociaż trochę, musimy się śpieszyć. Ruszamy w kierunku centralnego punktu strefy – do czarnobylskiej elektrowni.

C.D.N.


Zostaw odpowiedź

Preview: