Moje pierwsze „strzelanie”.

Konrad Pochodaj

Środa 13 maja 2009 roku godzina 16.00 w moim życiu bardzo ważna data.

A wszystko zaczęło się od pomysłu Lucjana, aby zorganizować firmową rozgrywkę airsoft’u dla tych co jeszcze nie strzelali i tych co już to robią. Moim skromnym zdaniem to Lucek chciał poćwiczyć sobie celność i zasięg swojego karabinu na żółtodziobach, ale co ja tam wiem :).

Zebrało się nas 13 odważnych – kojarzy mi się to z takim filmem w którym grał Banders „13 wojownik”. Wyjechaliśmy kawalkadą aut spod siedziby firmy i ruszyliśmy w nieznane, czyli do „Centrostalu Wrocław”, dla wtajemniczonych oczywiście miejsce uprawiania aktywnego sportu i rozrywki.
Na czele pochodu w lśniącej stylowej BMW Jarka zasiadał organizator całego zamieszania niejaki Lucek na co dzień pełniący zaszczytną rolę Szefa Departamentu Technicznego GFC Group. To jest ten koleś, do którego trzeba uderzyć, jeśli coś złego dzieje się z waszą repliką, albo wtedy kiedy stwierdzicie, że stockowe 400 fps to za mało i chcecie 2 razy tyle ;). Razem z nim znajdowali się wspomniany Jarek i Emil jego dzielni pomocnicy w codziennej pracy.
W kolejnym, zdecydowanie skromniejszym samochodzie znajdowałem się ja sam, samotny i opuszczony przez kolegów z Działu Hurtowego miałem stawić czoła wyzwaniu. Za mną niestrudzenie podążał, nasz nieustraszony Boss, Paweł, mając za sobą Yoka i Marcina – Dział Obsługi Klienta, „Killerów”, nieustraszonych wojowników airsoft’u. Całość zamykał jedyny reprezentant Działu Reklamy Wojtek wraz z kolegą Maćkiem. Po dotarciu na miejsce okazało się, że czeka na nas „grupa trzymająca władzę” z Magazynu wraz ze swoim nieustraszonym Szefem Robertem.

Po krótkim wprowadzeniu i wytłumaczeniu zasad, jedna z nich i najważniejsza brzmiała „choćby Cię niewiadomo co brało to pod żadnym pozorem nie ściągaj okularów ochronnych w trakcie rozgrywki, bo jak kogoś dorwę, to mu nogi z d..y powyrywam” – dosłowny cytat organizatora ;), podzieleni na 3 osobowe teamy ruszyliśmy do boju. Skradając się za plecami Lucka przyglądałem się poczynaniom „speca”, oczywiście wcześniej zostałem poinstruowany co i jak mam robić, ale jak życie pokazało teoria teorią, a praktyka po swojemu. Po jakiś 15 minutach podchodów Maciek „zdjął” ustrzelił wpierw Lucjana, a później mnie. Zaliczyłem swoje pierwsze trafienie od Maćka (Maciek będę ćwiczył i za ten budynek i ślady to się jeszcze zemszczę).

ciąg dalszy jutro …


Komentarzy: 3 do wpisu “Moje pierwsze „strzelanie”.”

Zostaw odpowiedź

Preview: