Bez internetu jak bez ręki… .

Konrad Pochodaj

Bez internetu jak bez ręki – niby banalne stwierdzenie jednak wczoraj mogliśmy się przekonać o tym jakie jest ono prawdziwe… Przeczytajcie sami… .

7:03 rano, dostałem od Izy (księgowość), informacje że „nie działa internet”, pomyślałem sobie, że pewnie router się podwiesił (choć cisco raczej się nie wieszają ;), zmieniłem pas na lewy i przycisnąłem trochę gazu. Ok 7:20 po offroadzie przez dziurawe podwrocławskie drogi byłem na miejscu.
Otworzyłem szafę serwerową, odpaliłem konsolę… router OK. Najprawdopodobniej nawaliło połączenie łączące nas z Wrocławiem.

Dzwonie zatem do naszego ISP, miła Pani przyjęła zgłoszenie i kazała czekać.
Jako, że mamy podpisane SLA na max. 1 godz. spokojnie udałem się na poranna kawę, czekając na wiadomość od administratorów. OK 7:50 zadzwoniła miła Pani informując mnie iż usterka została naprawiona i nie powinna już wystąpić.

Rzeczywiście sygnał „powrócił” niestety na około 10 minut po czym sytuacja powtórzyła się.
Dziwna sprawa, do tej pory nie było najmniejszych problemów technicznych z naszym ISP, jednak wpadki zdarzają się najlepszym – z tą myślą udałem się do swoich innych zajęć czekając na kolejny telefon.

W międzyczasie do firmy zaczęli przyjeżdżać koledzy, którzy bez internetu nie mogą wykonywać swojej pracy. Sytuacja zaczynała być coraz bardziej stresująca.
Po upływie kolejnych 40 minut dzwoni telefon, miła Pani, i znów ten sam tekst „usterka została naprawiona i nie powinna już wystąpić” – podziękowałem, koledzy wrócili do pracy, po 5 minutach offline. Znów.
Lekko podirytowany dzwonie po raz kolejny, miła Pani już mnie kojarzy i prosi abym czekał na telefon. Cóż zrobić czekamy… I czekamy… Nadal czekamy…

Z coraz większą częstotliwością docierają do mnie pytania „Kondziu kiedy będzie internet?” Dzwonie. Miła Pani informuje mnie, że trwają pracę nad usunięciem usterki i sygnał powinien powrócić w ciągu 10 min. Taką informację przekazuje kolegą.
Zbliża się 11:00. Koledzy sprzątają swoje stanowiska, pomagają pakować paczki na magazynie i… wciąż pytają „Kondziu kiedy będzie internet”
Mam ochotę wziąć M4 tuningowane przez Lucjana do 650 fps i odpowiedzieć ogniem na te pytania ;)
Co gorsza o 11:00 rozpoczynają pracę sklepy we Wrocławiu, które bez połączenia z naszym biurem nie mogą prowadzić sprzedaży.
10:50 telefon ze sklepu na Ofiar Oświęcimskich 36 „Kondziu nie mogę się połączyć z serwerem”,
10:54 dzwoni Rafał ze sklepu na Piłsudskiego „Kondziu co jest z serwerem? Nie mogę się połączyć…”
Lekka przesada – SLA 1h a my już nie mamy dostępu do sieci od 4h! Dzwonię po raz N-ty. Miła Pani mówi, że u nich jest wszystko OK, i problem leży po naszej stronie. Nie leży! U nas jest wszystko w porządku (dość stanowczo poinformowałem miłą Panią o tym fakcie). Miła pani poinformowała mnie, że w takim razie przyjedzie do nas informatyk i sprawdzi naszą konfiguracje. Zgodziłem się. Czekamy.

Ale będzie wstyd jeśli coś źle skonfigurowałem… niee to nie możliwe przecież tu nie ma żadnej filozofii … może jednak… niee…
Tym czasem „Kondziu kiedy będzie internet” dobiega z każdego zakątka firmy…
Sklepy dzwonią, że nie mogą sprzedawać. BOK pracuje na magazynie zamiast odpowiadać na maile i obsługiwać zamówienia. Wszystko czeka na powrót dobrodziejstwa XX w. – internetu.

Przed 14:00 dociera informatyk. Rozkłada laptopa, wpina się w wallboxa, na pewniaczka wklepuje adresacje, diodki sygnalizują przepływ sygnału, widzę cwany uśmiech na jego twarzy ;)

ping onet.pl, Enter… „host docelowy nie osiągalny…” WTF? jeszcze raz: ping wp.pl, Enter… „host docelowy nie osiągalny…” Minka zrzedła.
„Chyba faktycznie coś jest u nas nie tak…” powiedział Pan informatyk (fajnie, że stwierdził to dopiero teraz, po 6h od zgłoszenia problemu…).
Zaczął dzwonić, czas leci, pół firmy stoi nas panem informatykiem (na bank nie czuje się komfortowo;)
Godz. 13:50 – pakiety zaczynają płynąć. Co było przyczyną awarii – pytam. Okazało się, że uszkodzona została tablica routingu na routerach naszego ISP.
Naprawa zajęła ok 10 minut. OK 14:00 internet wreszcie ruszył. Wszyscy w pełni szczęścia udali się do komputerów by odrobić 7h opóźnienia jakie powstało przez „sprawna reakcję” naszego dostawcy internetu i szukanie problemu tam gdzie go nie było.

Ta lekko ironiczna opowieść ukazuje w jaki sposób jesteśmy wszyscy uzależnieni od najnowszych mediów, uświadamiamy sobie to w momencie, kiedy np., jak w naszym przypadku, padnie internet bez którego nie jesteśmy w stanie praktycznie NIC zrobić.

Przy okazji informuję, że wszelkie spóźnienia zostały wczoraj odrobione i nie Powinniście ich odczuć.


Komentarzy: 3 do wpisu “Bez internetu jak bez ręki… .”

  • Grimor Says:

    Hahaha, miałem podobna sytuacje gdy zakładałem DSL u siebie w domu :D Niby ISP aktywował łącze i był sygnał DSL, ale neta nei było po kilku telefonach stwierdzili że wina leży po złej konfiguracji routera z mojej strony, też przysłali swojego „informatyka” który stwierdził że wysztko jest ok, podłaczając swoj modem ADSL i widząc że lampa ADSL miga prawidłowo (później jeszcze stwierdził że nie umiem sobie skonfigurować wszystkiego i żebym sobie informatyka zatrudnił do tego), lecz po 4 czy 5 telefonie na BOK okazało się że wina leżała po stronie ISP :D

  • Konrad Pochodaj Says:

    I to jest smutne, zamiast sumiennie sprawdzić problem, wina zrzucana jest na klienta.
    My jesteśmy teraz w o tyle komfortowej sytuacji, że jesteśmy wpięci router w router z ISP więc tu raczej nie ma co się popsuć, a i wskazanie po czyjej stronie leży problem jest dużo prostsze.
    Na starej siedzibie również mieliśmy DSL dostarczanego przez naszego Polskiego monopolistę, każde zgłoszenie awarii przypominało mi odbijanie piłeczki pingpongowej :)

  • Marek Jaros Says:

    Kondziu, obiecuję, że na przyszłość nie będę Cię już zadręczał telefonami pokroju „Co z serwerem?”. Lucjanowe 650 to nie przelewki ;)

Zostaw odpowiedź

Preview: